Stres przedstartowy

Kilka osób napisało mi propozycję tematów jednym z nich był jak radzimy sobie ze stresem?

Myślę, że każdy zawodnik jest inny i nie da się napisać jakiejś recepty. Dlatego napiszę moją subiektywną opinię i doświadczenie.

Moje zdanie jest takie lekki stres to rzecz naturalna, oznacza to, że na czymś nam mocno zależy.  Zawsze czuję delikatne poddenerwowanie, gdy zbliża się coś ważnego dla mnie. Nie tylko start. Stres towarzyszył mi przed ślubem, maturą czy podczas bronienia pracy magisterskiej. To już dla mnie normalne, przyzwyczaiłam się do niego. Wiem też, że mi pomaga. Pozwala się bardziej skoncentrować i zmobilizować na tym co mnie czeka. Mój organizm wtedy czuje, że tak powiem „gotowość”.

Owszem jedni się stresują mniej inni bardziej, ale nie uwierzę, że ktoś nie stresuje się w ogóle. Chodzi jednak w tym wszystkim o to, aby nie popaść ze skrajności w skrajność. Umiarkowany stres może pomóc, za to zbyt duży sparaliżować. Sama to wiem z doświadczenia kiedy za bardzo się stresowałam to po prostu nie było dobrego efektu, bo nie myślałam o tym co mam robić tylko o tym co będzie i czy będzie. Inna sprawa kiedy podchodziłam do zadania na zasadzie „będzie co będzie” też nie zawsze wychodziło dobrze. Widać mój organizm potrzebuje większej mobilizacji niż wmawianie mu, że nie ma znaczenia co się stanie. Widać dla mnie jednak ma 🙂

Tak jak napisałam stresuję się często. Czasem nawet treningiem kiedy zależy mi na tym, aby założenie treningowe było wykonane na 110%. Myślę, że lekki stres „napięcie” pomaga. Musimy sobie uświadomić, że to normalna kolej rzeczy, że ono występuje. Musimy go zaakceptować, a nawet „zaprzyjaźnić’’ się z nim. Musimy jednak pamiętać, aby ten stres nie przerodził się w „paraliż”. Po prostu jest stres to oznacza, że zadanie się zbliża czyli fajnie 😉

Kiedy czuję, że zaczynam za bardzo rozmyślać o tym co będzie i się stresować z pomocą zawsze przychodzi mi mąż. Staram się pogadać z nim chwilę o zadaniu, które mnie czeka a potem już nie podejmować tego tematu i rozmawiać na inne lubiane tematy. Po prostu staram się odciągnąć moją uwagę od tego co mnie stresuje. Rozmowa z kimś o czymś zupełnie innym niż w moim przypadku wiosłowanie to wg mnie świetna alternatywa.

Dzień przed startem czy nawet wcześniej staram się jak najmniej o nim rozmyślać – owszem trudne to, ale staram się. Staram się zająć swoje myśli czymś innym.

W dniu startu natomiast myślę o nim. Staram się prowadzić pozytywny dialog wewnętrzny. Może brzmi to śmiesznie, ale tak właśnie jest :). Przed samym startem i rozgrzewką lubię posłuchać kilku lubianych utworów. Jeden z nich to „Przejmij ster w swoje dłonie” Reny, nie będę ukrywać, że inspiracją tutaj była Joanna Jędrzejczyk.

Tak, więc jeśli chodzi o stres przedstartowy po prostu go akceptuje oczywiście w odpowiedniej dawce. No i sama staram się tą dawkę „dozować”.

Uważam, że stres jest niezależny od nas. Tak jak Agnieszka wspomniała, jeżeli na czymś nam zależy to naturalne, że będziemy się tym stresować – mniej lub bardziej, ale będziemy. Ważne aby ten stres obrócić w coś dobrego, aby nam nie podciął skrzydeł tylko nas napędzał.

Przed startem najważniejsze aby zebrać swoje myśli i pamiętać o tym co i jak zrobić, aby było dobrze. Reszta jest nieważna.

Trenujesz tyle czasu, wykonujesz setki powtórzeń na treningach, wylewasz „siódme poty” właśnie po to aby stanąć na linii startu i ścigać się z innymi zawodnikami.
Dlatego też nie ma co się tym przesadnie stresować, to jest właśnie Twoje święto, na które pracowałaś lub pracowałeś.

Pozdrawiamy Agnieszka i Maciek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *